Bartek Bartosiak: To nie był strajk, tylko wołanie o pomoc

2020-02-20 23:13:05

Bartek Bartosiak: To nie był strajk, tylko wołanie o pomoc

To nie był strajk, ale apel o pomoc - mówi Bartłomiej Bartosiak, wychowanek GKS Bełchatów, jeden z kapitanów drużyny, ulubieniec trybun, ale też mąż, ojciec, głowa rodziny. Czwartkowe nie wyjście piłkarzy na trening to był dramatyczny apel ludzi, którym GKS zawdzięcza jeszcze swoje trwanie. - Nie dostajemy wypłat od czterech miesięcy, na prawdę wielu z nas musi pożyczać pieniądze - podkreśla "Bartas". Dzisiaj piłkarze wrócili jednak do treningów. Jutro zagrają sparing z Radomiakiem. - Przerwanie treningów byłoby nieodpowiedzialne, wierzymy, że trwający audyt sprawi, że PGE wróci do klubu. Chcemy przygotować się do meczu z GKS Jastrzębie. Chcemy wygrać ten mecz! - podkreśla Bartek Bartosiak.

Bartłomiej Bartosiak opowiedział nam o tym, co pchnęło piłkarzy GKS Bełchatów do pozostania w szatni i nie wyjścia na środowy trening. Podkreśla także, że wierzy, iż trwający w klubie audyt pomoże w powrocie sponsora strategicznego do GKS.

Wasza decyzja, by nie wyjść na środowy trening odbiła się szerokim echem. W GKS Bełchatów to precedens, nigdy nic podobnego nie miało miejsca.
- Chciałbym zaznaczyć, że nie był to żaden strajk, tylko apel o pomoc. Nie mamy wypłat od czterech miesięcy. Co drugi dzień pukaliśmy do prezesa, ale nie mieliśmy konkretnych odpowiedzi. Stanęliśmy pod ścianą. W szatni pojawiły się pytania, co dalej, co robimy? Bo nie da się dalej żyć w niepewności.

Odbiło się to szerokim echem w mediach, ale nasza akcja nie była wymierzona w klub. Liczymy, że może ktoś zwróci uwagę na to, że w całym tym zamieszaniu wokół klubu jesteśmy też my, piłkarze, którzy mają swoje życie, potrzeby, rodziny.

Natomiast podkreślam, że wróciliśmy do normalnych treningów, jutro gramy sparing z Radomiakiem. Daliśmy klubowi nie tyle ultimatum, co czas do 10 marca, aby „wyczyścić” rok 2019, czyli wypłacić zaległości za tamten rok. Wiemy, że sytuacja jest trudna, ale wierzymy, że trwający audyt będzie pomocny. Słyszymy, że wznowione zostały rozmowy z Polską Grupą Energetyczną. Liczymy, że te działania sprawią, że sponsor główny wróci do klubu.

Miarka się przebrała?
- Trzymaliśmy to w sobie. Liczyliśmy, że w przerwie grudniowej sprawy się wyjaśnią. W styczniu wróciliśmy do treningów, ale nic się nie zmieniło. Daliśmy sobie czas do końca stycznia. Siedzieliśmy cicho. Każdy jakoś sobie radził, chociaż nie ma co ukrywać, trzeba było pożyczać pieniądze. Niektórym się wydaje, że piłkarze dobrze zarabiają, więc o co im chodzi, przecież mogli sobie odłożyć. Ale tak może jest w ekstraklasie. I kiedyś tak było w GKS, stąd powstały długi. A my dzisiaj za to płacimy. Czas kominów płacowych w GKS dawno się skończył. Mamy jedne z najniższych kontraktów w Fortuna 1. Lidze. Myślę, że każdy z nas większość swojej pensji przeznacza na bieżące potrzeby. Jeśli nie dostaje się wypłaty drugi, trzeci, czwarty miesiąc z rzędu, to na prawdę robi się ciężko. Każdy ma zobowiązania, opłaty, niektórzy, tak jak ja, mają rodziny. Dzieci trzeba wyposażyć do szkoły,
przedszkola, zapewnić im normalne funkcjonowanie.

Nie oczekujemy cudów, tylko, żeby 10. dnia miesiąca pensja wpływała. Tylko tyle. Nie mówimy już nawet o premiach meczowych. Nie, chcemy tylko na czas mieć wypłaty. Niektóre kluby jeżdżą na zgrupowania zagraniczne, czy nawet krajowe, ale my tego nie oczekujemy. Chcemy tylko zabezpieczenia dla naszych rodzin.

816.jpg

Znamienne, że w tej akcji wsparł was też sztab trenerski. Trener Artur Derbin i pozostali członkowie sztabu też nie wyszli na zajęcia.
- Oni też nie dostają pensji. Trener długo nas hamował, abyśmy poczekali. Stworzył fajny zespół, trzymamy się razem, ale ile można żyć w niepewności? Dzisiaj każdy ma prawo rozwiązać kontrakt z winy klubu, ale my tego nie chcemy. Dlatego mocno trzymamy kciuki za to, żeby prowadzony w klubie audyt pozwolił stworzyć plan naprawczy, który sprawi, że znajdzie się finansowanie dla GKS.

Tobie, jako wychowankowi, który nigdy nie ukrywał, że ma „zielone serce” musiało być wyjątkowo trudno nie wyjść na trening?
- Serce się kraje, przykro że takie nastały czasy. Zawirowania w klubie pojawiły się wcześniej, są to zaszłości z dawnych lat, za które my teraz obrywamy. Jestem głową rodziny, ciężko wracać do domu z treningu i mówić żonie, że wypłaty znowu nie będzie. Do czasu jakoś sobie dawaliśmy radę, były oszczędności, ale po pewnym czasie przychodzi jednak otrzeźwienie, że kurcze, ta kupka zaraz się skończy i co dalej? Oczywiście jako wychowankowi nie jest mi z tym łatwo. Dlatego żadnych oficjalnych żądań zapłaty do klubu nie wysyłałem.

Na prawdę warunki do trenowania mamy ekstraklasowe, wszystko jest, niczego nam nie brakuje. Tylko spokoju i finansowania dla klubu. Musimy wierzyć, że będzie dobrze. 

817.jpg

Nie jest tajemnicą, że w sporządzenie planu naprawczego dla GKS zaangażowała się firma byłego reprezentanta Polski Bartosza Bosackiego. Rozmawialiście z nim?
- Wiem, że takie spotkanie ma się odbyć. Mam nadzieję, że dowiemy się konkretów. Ciągle słyszymy o spotkaniach, rozmowach, ale nie słyszymy o ich efektach. Dlatego czasem ciężko temu ufać. Ale fakt, że w GKS zaangażował się piłkarz o tak bogatym doświadczeniu daje nadzieję, że rozumie on w jakim my, piłkarze jesteśmy położeniu. Wydaje się, że to ostatnia deska ratunku.

Powiedziałeś, że wasza środowa akcja to nie był strajk. Przygotujecie się do startu ligi? Został tydzień…
- Nie mówiliśmy, że ogłaszamy strajk i teraz nie będziemy trenować dopóki nie wypłacą nam pieniędzy. Jak byśmy wtedy wyglądali w pierwszym meczu z Jastrzębiem? Po co byłby nam wtedy ten cały okres przygotowawczy? To nie o to chodziło. Owszem straciliśmy jedną jednostkę treningową, ale to da się nadrobić. Będziemy pracować nad tym, aby jak najlepiej przygotować się do pierwszego meczu. Z myślą o zwycięstwie.

Zdjęcia: Piotr Tokarczyk / fotopiotr

Artykuł dodał: Maciej Wiśniewski

 

<< powrót do wszystkich aktualności

social icon social icon social icon social icon
Projektowanie stron internetowych Master-NET | Polityka prywatności | 1032140 odwiedzin