Jonasz Buksztynowicz przepłynął najdłuższe jezioro w Polsce

2018-08-07 16:42:11

Jonasz Buksztynowicz przepłynął najdłuższe jezioro w Polsce

Jonasz Buksztynowicz, przedsiębiorca z Bełchatowa i zapalony pływak długodystansowy zmierzył się z najdłuższym jeziorem w Polsce. Zwyciężył Jeziorak, ale bełchatowianin, jak na sportowca przyznaje: Wrócę tam za rok i dopnę swego.

27,5 kilometra, tyle mierzy najdłuższe jezioro w Polsce. Jeziorak na Pojezierzu Iławskim rozbudza wyobraźnię pływakom. Wśród nich też Jonasza Buksztynowicza z Bełchatowa.

- Pływanie w basenie to nie to samo, chciałem zrobić coś niekownecjonalnego - mówi bełchatowski przedsiębiorca. - Wpisałem w Google, hasło najdłuższe jezioro w Polsce. Potem skontaktowałem się z WOPR w Iławie, który zobowiązał się zabezpieczyć moją próbę przepłynięcia tego akwenu - podkreśla.

713.jpg

A potem po prostu wsiadł w samochód i ruszył na Warmię. Nie był pewien, czy da radę, choć z pewnością był przygotowany. Maratowny pływackie trenuje już od jakiegoś czasu. W marcu tego roku wygrał kleszczowską edycję Otyliady. Przepłynął wówczas 32,1 km.

Tyle, że to było w basenie, gdzie warunki do pływania są komfortowe, a po każdym nawrocie można się odbić od ściany i zaoszczędzić siły. W jeziorze takiej możliwości nie ma.

Swoją nierówną walkę z najdłuższym w Polsce jeziorem Jonasz Buksztynowicz rozpoczął w Dobrzykach, na północnym krańcu Jezioraka. Zakładał, że po ok. 12 godzinach dotrze do Iławy, na połdniowym końcu jeziora. Zabrakło niewiele, ok. dwóch kilometrów.

712.jpg

- Musiałem już wyjść z wody, brakowało mi prądu, do tego doskwierał mi ból prawego barku - podkreśla bełchatowianin.

Jak mówi pływak, o ostatecznym niepowodzeniu akcji zdecydowały dwa czynniki. Po pierwsze ból stawu oraz brak żywności.

- Kilkadziesiąt tysięcy ruchów rękami sprawiło, że ból narastał z każdym kolejnym ruchem - podkreśla Jonasz Buksztynowicz. - Do jedzenia przygotowałem sobie jajecznicę z 15 jaj, do tego oczywiście żele energetyczne, ale jak się okazało, to było za mało. Zjadłem wszystko, ale pod koniec zabrakło mi energii - podkreśla. - Pierwszy raz jadłem jajecznicę w wodzie - dodaje z uśmiechem.

Mimo, że ratownicy z iławskiego WOPR, którzy asystowali bełchatowianina podczas próby przepłynięcia Jezioraka podzielili się z nim prowiantem, po ok. 25,5 kilometrach i na 2 kilometry przed planowaną metą, musiał on wyjść z wody do łódki.

714.jpg
Trasa jaką pokonał Jonasz Buksztynowicz

- Widziałem już kominy miasta, ale niestety nie udało mi się dopłynąć - mówi bełchatowianin. - Miałem już drgawki z powodu braku pożywienia - dodaje.

Problemem okazała się też... woda. Okazała się ona za ciepła. Upał sprawił, że na powierzchni tafli jeziora woda była zbyt ciepła do pływania. Pływak z Bełchatowa musiał nawet na trasie nurkować głębiej, gdzie temperatury wody była niższa.

Jonasz Buksztynowicz zapowiada, że nie pozwoli, by najdłuższe polskie jezioro pozostało przez niego niezdobyte. Za rok chce tam wrócić. - Bogatszy o doświadczenia tegoroczne podejmę to wyzwanie jeszcze raz - zapewnia.

 

Artykuł dodał: Maciej Wiśniewski

 

<< powrót do wszystkich aktualności

social icon social icon social icon social icon
Projektowanie stron internetowych Master-NET | Polityka prywatności | 660860 odwiedzin